wtorek, 29 marca 2016

Od Qwerty

Chodziliśmy razem z bratem już trzeci miesiąc. Muszę przyznać, że mamie należy się szacunek za wychowanie mnie, Blackout naprawdę nie jest prosty w obsłudze. Często pakuje się w kłopoty no, ale w końcu to mój brat. Nie ma się więc co dziwić. Wracając... Usiedliśmy pod drzewem zmęczeni długą wędrówką.
-Qwerty?
-Tak?-zapytałam pół śpiąc.
-Głodny jestem-po tych słowach wstałam i rozciągnęłam się.
-Idziemy coś upolować?!-cieszył się Blackout.
-O, nie ty zostajesz-powiedziałam zdecydowanie.
-No, dlaczego?-naburmuszył się mały.
-Po pierwsze jesteś za mały, a po drugie co było tydzień temu?-zapytałam "unosząc brwi".
-Nie było tematu-zakończył i usiadł.
-Hehe, zostań tu wracam za chwilę-poczochrałam go po głowie.
-Mówię poważnie, nie pakuj się w kłopoty ok?
-Dobrze zostanę pod tym tutaj drzewem-wskazał pyskiem na drzewo.
-Grzeczny brat-zaśmiałam się i pobiegłam na pobliską łąkę. Na łące trafiłam w dziesiątkę. Ogromne stado jeleni pasło się obok rzeki.
-No, i super-szepnęłam sama do siebie.
Po chwili zaczęłam skradanie i już byłam obok całkiem sporego okazu, kiedy usłyszałam wycie, a raczej skowyt i zobaczyłam mojego brata uciekającego przed dzikami.
-Serio?-pacnęłam się łapą w głowę i pobiegłam w stronę Blackout'a. Wskoczyłam tuż między niego, a dziki i chwyciłam go w zęby. Szybko pobiegłam w stronę jeleni i "wmieszałam się w tłum". Dziki szybko sobie odpuściły i odeszły.
-Jak?
-No, bo...
-Wiesz co nie chce wiedzieć-zatkałam mu pysk łapą.
-Poczekaj zaraz wracam.
Szybko wskoczyłam na najbliższego jelenia powiedzmy, że... trafiłam za drugim razem. Widzenie na jedno oko jednak robi swoje.  Po posiłku wzięłam brata za skórę i podniosłam.
-Ej! Przecież umiem chodzić!
-No tak, ale jesteś dobrym wabikiem na dziki. Nie możemy ryzykować-zaśmiałam się, on był obrażony jednak po chwili też zaczął się śmiać. Dalszą drogę przebyliśmy w 'miarę' spokojnie. Ta, jesteśmy magnesami na kłopoty. Po kolejnych dniach wylądowaliśmy w Parku Yellowstone, tak przynajmniej powiedział nam pewien ptak.
-To tutaj jest dużo wilków tak?-zapytała Blackout.
-Podobno-odpowiedziałam krótko i po chwili z dala zobaczyłam czarnego wilka.
-O patrz! Czeee...-uciszyłam brata.
-Cii... Nie wiadomo czy jest przyjazny-szepnęłam.
-Poczekaj sama obczaje sytuację-powiedziałam i podeszłam do wilka.
-Witaj-powiedziałam nieśmiało.
-Witaj jestem Kazan, alfa watahy Blacktail-tak, raczej był przyjaźnie nastawiony.
-Ja jestem Qwe...-nie dokończyłam , gdyż przede mnie wyskoczył mój brat.
-Cześć jestem Blackout-zamerdał ogonem i uśmiechnął się.
-rty-dokończyłam. Wilk zaśmiał się.
Kazan?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz