Imię: Qwerty
Wiek: 2,5 roku
Płeć: wadera
Charakter: Jest raczej miła, lubi przebywać sama lub w wąskich gronach, ma swoje sekrety i woli trzymać je przy sobie. Jest dobrą przyjaciółką, lubi się śmiać i wygłupiać, ale zawsze stanie w obronie przyjaciół i bliskich, niezależnie od sytuacji. Jest odważna... nawet za bardzo, i często ma za to kłopoty. Bywa tajemnicza, kiedy ma zły humor, oddala się od innych i woli przemyśleć kilka rzeczy w spokoju.
Stanowisko: Wojowniczka, Zwiadowca
Wataha: Blacktail
Rodzina:
- Rodzice: Neil i Aria
- Siostry: Shady, Jena, Mara
- Bracia: Shadow, Jack, Jazz, Blackout
Zakochana w: Nikt.
Partner: Na razie nie.
Ex: Shayn
Potomstwo:-
Ciekawostki: Podczas walki z wujem straciła lewe oko.
Historia: Historia: Urodziłam się w świetnej watasze. Byłam najstarszą córką alf, i szkoliłam się na następce. Była to dość spora wataha było w niej około 30 wilków. Pewnego dnia, gdy miałam 1,5 roku dowiedziałam się, że będę mieć rodzeństwo. Cieszyłam się na to i oczekiwałam narodzin. Po kilku miesiącach narodziło się moje dość...liczne rodzeństwo. Tego dnia zostałam siostrą 7 szczeniąt. Rodzice mieli pełne łapy roboty, ale pomagały im Bety. Wszystko wydawało się super... Przyjaciele, rodzina, piękne miejsca, nawet miłość. Wszystko się skończyło... TEN dzień zmienił wszystko. Był pochmurny burzowy dzień, nawet pogoda zapowiadała tragedię. Właśnie skończyłam 2 lata, siedziałam bawiąc się z moim 3-miesięcznym rodzeństwem, przy okazji zajmując ich aby odciążyć zmęczonych rodziców. Nie było to bardzo trudne, ile mogą nabroić najedzone zmęczone szczeniaki? No właśnie. Po kilku minutach wszystkie spały został tylko Blackout, był najmniejszym ze szczeniaków. Wszyscy zawsze dawali mu mikre szanse na przeżycie, a jednak ja zawsze wierzyłam, że da rade. Chwilę bawiłam się z nim po czym i on miał dość i usnął mi na plecach. Jeszcze chwilę patrzyłam na małego po czym i ja usnęłam. Miałam dziwny sen... Byłam tylko ja i Blackout chodziliśmy wśród drzew w jakimś nieznanym mi miejscu. Było tam pięknie, jednak zastanawialiśmy się gdzie reszta? Po chwili prosto na mojego brata wyskoczył biały wilk szramą na oku, był podobny do naszego , no z wyjątkiem koloru. Po chwili zerwałam się i rozejrzałam dookoła, moją uwagę przykuł straszny dźwięk Wojny. Szybko wstałam i wyjrzałam na zewnątrz jaskini zobaczyłam wszystkich walczących, a pośrodku stał mój ojciec walczył z wilkiem z mojego snu. Okazał się nim młodszy brat ojca Hunter. Walka ustała, a ja skamieniałam zobaczyłam ojca leżącego ze sztyletem w boku. Wszyscy zaprzestali walki, kiedy nagle odezwał się Hunter-Wasz alfa poległ! Teraz ja będę władał tą watahą, komu to nie odpowiada niech się lepiej z tym pogodzi lub zginie!-krzyknął, a naokoło rozległy się powarkiwania jego "armii" 26 wilków, a także mojej matki i naszych najbliższych przyjaciół. Po chwili wilk za wilkiem zaczynał się kłaniać "nowej alfie". Z tym wszystkim nie mogła się pogodzić moja matka, która leżąc przy ojcu powiedziała-nigdy nie będziesz taki jak Neil! On troszczył się o każdego wilka, a ty? Ty tylko szkolisz morderców!-stanęła wprost przed nim. On rzucił się na nią jednak ona zrzuciła go pędząc w moją stronę, jednak basior szybko wstał i złapał ją za łapę powalając na ziemię po czym przyłożył jej sztylet trzymany w zębach. Wszyscy stali w szoku i nie mogli nic wykrztusić , jednak po chwili odezwałam się ja-Zostaw ją albo pożałujesz!-warknęłam. Wilk niespodziewanie rzucił broń w moim kierunku i w tedy straciłam kolejną kochaną przeze mnie "osobę" Shayn'a. Biały basior leżał przede mną krwawiąc z szyi-Nie!-nie krzyknęłam padając na niego i wtedy przypomniałam sobie wszystkie wspólne chwile, ale zauważyłam także jeszcze jedno...Blackout! Wciąż leżał na moich plecach wtulony w moje zimowe futro. Nie miałam pojęcia co robić. Po chwili pożegnałam mojego Partnera i schowałam brata do pobliskiej nory każąc mu tam zostać. Rzuciłam się na Hunter'a zrzucając go z mojej matki. Basior został ogłuszony na kilka sekund, więc szybko odwróciłam się w kierunku mamy-Bierz maluchy i uciekaj z nimi najszybciej jak możesz!-powiedziałam stanowczo.-A ty? Nie, nie zostawię cię...-nie dałam jej dokończyć i pobiegłam w stronę przeciwnika, ona tymczasem niechętnie pobiegła do jaskini. Wszystko się udało wszystkie wilki patrzyły na walkę i nie zauważyły ucieczki. Wracając do walki... Stałam nad wilkiem, nie był jakiś specjalnie silny, jak on mógł pokonać ojca? Eh... no tak, Sztylet!-pomyślałam po czym nastała częściowa ciemność...-ten <cenzura> oślepił mnie na lewe oko! Krew lała się nie miłosiernie, a ja zaczęła słabnąć. Ostatecznie wilk rzucił mną o drzewo i wrócił na skałę Alf. Leżałam półprzytomna, niewidoma na jedno oko myśląc o wszystkim co straciłam. O ojcu, Shaynie, przyjaciołach, rodzinie. Po chwili wstałam rozglądając wokół nie było nikogo, oprócz ojca, Shayn'a i innych martwych wilków. Nie mogłam na to patrzeć zamknęłam "oczy" (w sumie to jedno)i opuściłam głowę po czym zaczęłam płakać, jednak po chwili poczułam ciepło na moim pysku, był to mój brat! No tak, kazałam mu się nie ruszać z miejsca-Tak mi przykro-powiedziałam tuląc go, jednak on polizał mnie i powiedział-To nie twoja wina. Po tym wszystkim pochowałam najbliższych i razem z Blackout'em wyruszyliśmy w podróż. Stwierdziłam, że nie będę nawet szukać matki. Podczas walki widziałam jak ze swoją siostrą i jej partnerem zabrali moje rodzeństwo i uciekali niechętnie zostawiając mnie, ale najważniejsze, że się im udało. Chodziliśmy tak około 3 miesięcy w między czasie bardziej zżyliśmy się z bratem, a później trafiliśmy do tej watahy i stwierdziliśmy, że to odpowiednie miejsce.
Autor: sponspo

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz